samulczyk ← Przyszło nowe, czyli 2016 Canyon vs. 1979 Motobecane

Przyszło nowe, czyli 2016 Canyon vs. 1979 Motobecane


Przez blisko dwa lata, osiem tysięcy kilometrów z dużą radością jeździłem rowerze szosowym wyprodukowanym ponad trzydzieści lat temu. W końcu musiał jednak nastąpić ten czas, kiedy praktycznie zabytkowy Motobecane podda się i ustąpi miejsca swojemu następcy.

Mimo swojego wieku, Motobecane Super Mirage nie był rowerem złym.

img_0087

Grupa Shimano 600, jak na swoje czasy była świetnym osprzętem. Jeździł na kołach Mavic z rzadko spotykanymi piastami Pelissier. Wszystkie części pochodziły z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Tylko wolnobieg (nie mylić z kasetą) był produkcji chińskiej, bo kupowanie sprawnego z danej epoki zakrawało już o masochizm. Rower, chociaż w świetnym stanie, wyglądał na swoje czasy. Cienkie stalowe rurki, z których zbudowana była rama nadawały mu dobrą sztywność, a obszyta skórą kierownica wyglądała po prostu pięknie.

A jednak, jakieś dwa tysiące kilometrów temu nastąpił ten dzień. Stare, z powodu zmęczenia materiału (pęknięcie ramy) musiało pójść w odstawkę. Srebrnego weterana szos zastąpił młodziutki, niemiecki Canyon. Może i nie jakaś super wersja, ale mnie wystarczy. Mamy więc aluminiową ramę z carbonowym widelcem, osprzęt Shimano 105 i koła Mavic. Cena? Nieduża, nieistotna. Chociaż i tak każdy, kto nie ma pojęcia o temacie, powie: „Co?! Tyle dałeś za rower?!“.

Przejechałem już na nowej maszynie trochę kilometrów i pomyślałem sobie, że może czas na porównanie doświadczeń z jazdy na obu rowerach. Warto wziąć pod uwagę, że jestem amatorem, nie widzę różnicy w działaniu Shimano 105 i Ultegra, a rower to dla mnie po prostu świetna zabawa.

Rama

Najbardziej widoczną na pierwszy rzut oka różnicą jest największa część - rama. Motobecane, w celu zmniejszenia wagi, został zlutowany (na mufy - już mało kto tak buduje rowery) z wizualnie delikatnych rurek stalowych. Konstrukcja, możnaby powiedzieć, ażurowa. Na drugim biegunie, chociaż i tak nie jest to najbardziej ekstremalny przykład, jest masywna, aluminiowa konstrukcja Canyona. 

img_2631  img_4708

Obie konstrukcje są dla mnie wystarczająco wygodne i sztywne (jeśli w ogóle jestem w stanie to wyczuć). Oczywiście wygląd Canyona wynika z zastosowanego materiału - stal jest dużo sztywniejsza i cięższa niż aluminium. W tym miejscu najważniejsza jest dla mnie informacja, że Canyon jest standardowy aż do bólu, czego nie można powiedzieć o Motobecane, który w każdym miejscu ma gwint innego standardu. Powodzenia w szukaniu części.

Dużą różnicę robią za to przedni widelec i sztyca. W Motobecane wykonane są one oczywiście ze stali, co na mniej równej drodze daje wrażenia jak z jazdy na worku kamieni. Canyon pod tym względem wnosi powiew świeżości i wygody za sprawą zastosowania włókna węglowego.

Napęd

Grupa Shimano 600 z Motobecane do najnowszych nie należy, dlatego nie można się po niej spodziewać za dużo.

img_3052

Ot, zmienia biegi. Można zapomnieć o większej liczbie przełożeń. Maks, co można było to 2x6. Radości dopełnia mały przedni blat o 42 zębach, który był mały chyba 30 lat temu, dla panów o stalowych mięśniach. Nie ma to jak powspinać się na kombinacji 42 z przodu i 28 z tyłu.

Dobór przełożen to jednak rzecz względna. Na siłę w starym Motobecane mogłem wymieniać wolnobiegi i przednie blaty i wszystko teoretycznie powinno być ok.

W Canyonie na dzień dobry dostałem kompakt, czyli blaty 50/36 z przodu i kasetę jedenastorzędową z największym biegiem o 32 zębach. To pozwala pojechać szybko na płaskim, a jak trzeba jechać pod górę to też jakoś idzie. Rower doskonale sprawdził się w czasie jazdy pod górę, często w sytuacjach, w których Motobecane zmęczyłby mnie niemiłosiernie.

Biegi

Zmiana biegu w Motobecane polega na tym, że trzeba schylić się do dolnej rury i pociągnąć lub popchnąć jedną z wajch w odpowiednią stronę. Biegi oczywiście nie są indeksowane. Trzeba liczyć na doświadczenie i wyczucie, lub mieć dobry słuch. Co jakiś czas w czasie jazdy było trzeba schylić się do dolnej rury, żeby dokręcić śrubę mocującą dźwignię.

W Canyonie mam Shimano 105, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Mam więc manetki STI (Shimano Total Integration). Oznacza to mniej więcej tyle, że mechanizmy zmiany biegów są zintegrowane w tych samych manetkach co hamulce. Dzięki temu nie trzeba w ogóle przemieszczać nawet ręki, nie mówiąc już o schylaniu się gdziekolwiek.

Kierownica

Kierownica zasługuje na osobny akapit. Niby w Motobecane nie była jakaś wyjątkowa, ale te owijki... A raczej ich brak. Kierownica obszyta została przez firmę Hutchinson prawdziwą czarną skórą. Było wygodnie? Tak. Ładnie? Tak. Aż nie przesiadłem się na nowy rower. Kierownica Motobecane może i wygląda pięknie (a jest w bardzo ładnym stanie), ale z powodu grubości rurek (są dość cienkie) jest w porównaniu do nowoczesnego roweru o wiele mniej wygodna. W Canyonie kierownica to wygodna, duża powierzchnia do podparcia rąk i swoją rolę spełnia doskonale.

Cała reszta, o której warto wspomnieć, a trudno zmierzyć

Patrząc na oba rowery i to jak wyglądają, możnaby dojść do wniosku, że stare Motobecane jest dużo lżejsze. Niestety, różnica wagi między oboma rowerami to aż 3kg, na korzyść tego nowego. Największą przewagą Canyona jest jednak to, że jest nowoczesny i standardowy. W tej chwili trzydziestoletni rower szosowy, w wypadku ciągłego użytkowania to dość drogie hobby. Niestety, w Motobecane ilość niestandardowych gwintów mogła przyprawiać o ból głowy i w pewnym momencie stwierdziłem, że po prostu szkoda pieniędzy. Niestety, bo akurat z tym rowerem wiążą się fajne wspomnienia.

img_4512  img_1738  img_1609

To z nim byliśmy w Tokanii, na L’Eroica, rajdzie zabytkowych kolarzówek. To na nim pierwszy raz startowałem w zawodach i to właśnie na Motobecane zrobiłem jak na razie mój najlepszy wynik na wyścigu. W końcu - to rower, który mimo swoich lat, był dla mnie wstępem do kolarstwa szosowego, które w jakimś stopniu wyrosło na moją pasję.

Motobecane, ze względu na pęknięcie ramy już nigdy nie pojedzie. Nie zamierzam też rozbierać go i sprzedawać na części. To wciąż ładnie wyglądający eksponat i z dumą powiesiliśmy go na ścianie w domu. Czy chciałbym mieć kolejny taki rower? Tak, chętnie jeszcze raz pojedziemy do Toskanii, weźmiemy udział w L’Eroica. Z perspektywy czasu mogę jednak spokojnie powiedzieć, że takiego roweru po prostu szkoda na codziennie użytkowanie. Raz na miesiąc, w słoneczny dzień wybrać się na wycieczkę - taki pozostał im los. W każdym innym wypadku wybiorę wygodny, nowoczesny rower.

Z drugiej strony, Canyon, mimo, że jest dobrą maszyną - nie ma już tego uroku jak stare rowery... Masz inne zdanie? Zostaw komentarz na Facebooku!

Opublikowano 8 miesięcy temu. Tagi: , , , .

Sebastian Samulczyk © 2014
http://samulczyk.pl