samulczyk ← YI Home Camera - elektroniczna niania z Chin

YI Home Camera - elektroniczna niania z Chin


Bez wstydu napiszę, że lubię Aliexpress. Każdym kolejnym zakupom towarzyszy dreszczyk emocji. Czy kupiony produkt okaże się bublem, czy nie? Tym razem zaryzykowaliśmy z zakupem kamerki, która pełnić będzie funkcję elektronicznej niani.

Do zakupu elektronicznej niani dla Piotrusia przymierzaliśmy się bardzo długo. W grę wchodziły różnego rodzaju urządzenia. Od klasycznych niań radiowych, po rozbudowane kamerki internetowe.

Z tymi pierwszymi problem miałem taki, że to urządzenia z poprzedniej epoki. Technologia rodem z walkie-talkie, brak podglądu wideo - kompletna dyskwalifikacja. Zwłaszcza, że nasz syn jest bardzo ruchliwy, a nie zawsze wydaje z siebie przy tym jakieś dźwięki. Z drugiej strony, dobrej jakości kamerki potrafią kosztować kilkaset złotych i nie uśmiechało się nam wydawać tyle pieniędzy.

Cóż tam, panie, w polityce? Chińcyki trzymają się mocno...

Żeby osiągnąć kompromis między pożądaną przez nas funkcjonalnością, a ceną, którą skłonni byliśmy zapłacić, zaczęliśmy szukać rozwiązań mniej znanych producentów. Po kilkunastu minutach okazało się, że większość dostępnych w polskiej dystrybucji kamerek to po prostu import z Chin. Sprzedawane w Polsce produkty różnią się między sobą niekiedy tylko logo. Mało tego, identycznie wyglądające egzemplarze można kupić na Aliexpress, tylko są dwa razy tańsze i trzeba trochę na nie poczekać.

Rozpocząłem więc przeglądać rzeczony serwis, w poszukiwaniu odpowiedniego dla nas rozwiązania. Muszę podkreślić, że jest to czynność niełatwa, bo ilość wystawionych tam produktów jest ogromna i tak jak sprzedawane w Polsce produkty - niewiele się od siebie różnią. Potrzebne było inne podejście.

Pokaż kotku, co masz w środku...

Wybrałem kilka modeli kamer, które mogłyby nas zainteresować. Różniły się miedzy sobą wyglądem, ale same specyfikacje techniczne były bardzo podobne. Wiedząc, że nie na tym polega między nimi prawdziwa różnica, zacząłem pobierać aplikacje, które służą do ich obsługi.

Dowiedziałem się kilku rzeczy. Większość aplikacji była beznadziejna. Nie do końca przetłumaczone z chińskiego, archaiczny interfejs, brak aktualizacji od dłuższego czasu. Dodam, że modele sprzedawane w Polsce mają dokładnie tak samo. Jedna aplikacja wyglądała dosyć porządnie. Utworzenie konta nie stanowiło problemu, wszystkie elementy interfejsu były przetłumaczone i ogólnie byłem pozytywnie zaskoczony. Decyzja została podjęta.

Wszystko z twojego telefonu, za jednym dotknięciem palca.

Wybór padł na kamerę YI Home Camera od Xiaomi. Jest dostępna w Polskiej dystrybucji i kosztuje 249zł. My, kupując bezpośrednio z Aliexpress zapłaciliśmy €39, co daje jakieś 160zł. Wysyłka z Chin była oczywiście darmowa. Jedyny mankament? Zakupu dokonałem 6 kwietnia, kamera przyjechała dopiero wczoraj, 27 kwietnia. To prawie miesiąc i niekażdemu chce się czekać. Z drugiej strony, polski dystrybutor nie podaje czasów dostawy. Być może posiada magazyn w Polsce, a może będziecie musieli czekać tyle samo.

W zgrabnym, ale lekko sfatygowanym opakowaniu przyjechała oczywiście sama kamerka, zasilacz, kabel USB oraz instrukcja w pięciu językach (bez polskiego). Urządzenie jest małe i lekkie, ale jakość wykonania nie rozczarowuje. Jest po prostu dobrze. Takie samo wrażenie sprawa kabel i zasilacz, przez producenta zwany „switching adapter“. Ach, ci chińscy tłumacze...

 

Pierwsza konfiguracja jest bardzo prosta. Podłączamy kamerkę do prądu. Ta zaczyna wydawać polecenia głosowe. W aplikacji na telefonie wyświetlamy kod QR i zgodnie z komendą przystawiamy ekran telefonu przed kamerę. Zostaniemy poproszeni też o hasło do WiFi. Po chwili kamera jest już skonfigurowana i widoczna w aplikacji.

Czy to w ogóle działa?

Tak, działa. Kamerka nie powala może parametrami i jakością obiektywu, ale tragedii też nie ma. Jest wyposażona w szklany obiektyw o kącie widzenia 111°. Maksymalna rozdzielczość to 720p, czyli stare dobre HD, przy 20 klatkach na sekundę. Posiada również głośnik i mikrofon, dzięki czemu idealnie spisze się jako elektroniczna niania. W kamerę wbudowany jest port na kartę microSD, co pozwala na ciągłe nagrywanie wideo.

Aplikacja wykorzystuje te możliwości w pełni. Przede wszystkim, poza podglądem na żywo, możemy również nasłuchiwać i mówić. Wbudowany głośnik i mikrofon pozwalają na obustronną komunikację głosową - my gadamy do telefonu, słychać nas z kamerki.

Za sprawą podświetlenia podczerwienią, kamera potrafi rejestrować obraz w kompletnej ciemności na odległość do 5 metrów. Jak widać działa to całkiem nieźle.

 

Najważniejszą funkcją są jednak powiadomienia. Konfigurujemy kamerkę tak, żeby wykrywała ruch (w 3 stopniach) i wysyłała powiadomienia na telefon. Takie powiadomienie w aplikacji ma formę krótkiego filmu, który pozwala podpatrzeć co się stało.

Powiadomienia mogą być ograniczone do wybranych godzin i powtarzać się w konkretne dni tygodnia.

Nic, tylko korzystać!

Aliexpress po raz kolejny nie zawodzi. Za niską cenę dostaliśmy produkt, który po prostu spełnia nasze oczekiwania. Kamerka wygląda elegancko i jest bardzo funkcjonalna. Może i dałoby się przyczepić do jakości obrazu, ale myślę, że HD jest w zupełności wystarczająca. W obliczu wyboru, przed jakim staliśmy w przypadku niani elektronicznej, to było bardzo dobrze wydane pieniądze.

Masz ochotę skomentować ten wpis? Możesz to zrobić na Facebooku.

 

Opublikowano 7 miesięcy temu. Tagi: , , , .

Sebastian Samulczyk © 2014
http://samulczyk.pl