samulczyk ← Tata trenuje!

Tata trenuje!


Od kiedy zostałem po raz drugi tatą, tak na prawdę na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy byłem w tym roku pojeździć na rowerze. Na szczęście gatunek ludzki jest pomysłowy...

W moim przypadku, jedyną sensowną obecnie opcją, której dodatkowo sprzyja zimowa aura, jest trening stacjonarny. Od dłuższego czasu przyglądałem się dostępnym wariantom. Potencjalnych urządzeń treningowych jest mnóstwo i choć można zamknąć w kilku kategoriach to wybór wcale nie był prosty.

Trudna sztuka wyboru

Pierwszą, której w zasadzie nie brałem pod uwagę, to rowery stacjonarne. Dobre kosztują majątek, tańsze są za to beznadziejne i w niczym nie przypominają jazdy na rowerze.

Drugi typ to modele, do których rower wpina się za zacisk tylnej osi. Dzięki temu nasz jednoślad jest solidnie przymocowany do ramy trenażera, a tylne koło opiera się o rolkę, która stawia opór przy pedałowaniu.

€1200. Kasia wygoniłaby mnie z domu...

Przekrój cenowy jest tu ogromny i trudno opisać wszystko w szczegółach. Można kupić najprostszy sprzęt za kilkaset złotych, albo skusić się na taki za kilka tysięcy. Ich cechą wspólną jest specyficzna konstrukcja, która kategorycznie wymusza stosowanie specjalnej opony do tylnego koła.

Typ trzeci jest horendalnie drogi. Posiada swój własny wolnobieg, na który trzeba założyć kasetę. Z roweru ściągamy tylne koło i wkładamy go na trenażer. Z reguły urządzenia te mają wbudowany pomiar mocy, są bardzo ciche i powszechnie używane przez zawodowców. Na przykładowy Wahoo Kicker należy wydać €1200. Kasia wygoniłaby mnie z domu...

Skusiłem się więc na opcję ostatnią, czyli klasyczny, staromodny trenażer rolkowy, z małym unowocześnieniem - Tacx Galaxia T1100.

Urządzenie jest bardzo proste w swojej konstrukcji. Składa się z regulowanej ramy (żeby pasowała długością do prawie każdego roweru), trzech rolek i gumy. Zasada działania jest banalna. Tylne koło opiera się i napędza dwie rolki z tyłu, a przednie toczy się na pojedynczej rolce, która jest napędzana gumą z rolki środkowej. Najlepiej zilustruje wszystko poniższy film.

Teoria teorią...

Rolki uchodzą za trudne do opanowania. Nie bez powodu ustawiłem je koło solidnie przymocowanych do ściany regałów. Sama jazda przyszła mi jednak dość łatwo i obyło się bez większych przygód. Po miesiącu byłem w stanie jechać bez większej koncentracji, napić się z bidonu, obsługiwać telefon, albo oglądać film. Same rolki nie posiadają żadnej regulacji oporu. Ten wymusza się zmianą przełożeń na cięższe.

Teoretycznie, rolki nie wymagają specjalnych trenażerowych opon. Jest to częściowa prawda. Po pierwsze, niektóre opony wytwarzają niesamowity hałas. Opona używana na rolkach powinna być możliwie gładka. Jakikolwiek bieżnik będzie powodował głośne buczenie, nawet przy niskich prędkościach. Niestety, nie wszystkie normalne opony nadają się do rolek. W przypadku moich Vittoria Corsa G+ wszystko było w porządku, aż nie przypilnowałem ciśnienia. Gdy te spadło, wzrosło tarcie i opona zaczęła się rozklejać. Czasami człowiek musi się czegoś nauczyć w bolesny sposób.

Nie pozostało mi nic innego, jak podczas wycieczki do Decathlonu kupić dwie charakterystyczne czerwone opony przeznaczone do trenażerów. Różnica jest ogromna. Rolki nagle stały się na tyle ciche, że nie muszę zamykać się w pokoju, żeby nie przeszkadzać innym domownikom, a po oponach nie widać praktycznie śladu zużycia.

Netflix & Chill

Jeżdżę na rolkach już trzeci miesiąc i przejechałem około 2000km. Do wszystkiego dałem radę się przyzwyczaić. Nie przeszkadza mi już konieczność nieustannego pedałowania. Jestem wręcz przekonany, że dzięki temu poprawiłem mocno technikę jazdy. Moje cztery litery również zdołały się dostosować do dużo bardziej intensywnego kontaktu z siodełkiem. Niby godzina to nie dużo, ale na rolkach dużo trudniej wstać z siodełka i są tego odpowiednie konsekwencje.

Największym problemem jest monotonia. Jedziesz w miejscu, gapiąc się przez godzinę w to samo okno/ścianę/wentylator. Brakuje zmieniającego się krajobrazu, jakiegoś elementu cieszącego oko. Okazało się, że trening stacjonarny to doskonała okazja na nadrobienie zaległości filmowo-serialowych. W uszy wtykam więc moje tanie słuchawki na Bluetooth, a przed sobą ustawiam ekran komputera i oglądam. Pozwala to chociaż trochę zmniejszyć potęgujące się uczucie rolkowej nudy.

Najważniejszą jednak rzeczą jest dla mnie radość z tego, że mimo natłoku obowiązków mogę wsiąść na rower i zrobić dobry, skuteczny trening interwałowy. Nic tak nie poprawia nastroju jak duże ilości potu wsiąkające w matę pod trenażerem i obserwowanie szybkich efektów zwiększonego wysiłku.

Opublikowano 3 miesiące temu. Tagi: , , , , .

Sebastian Samulczyk © 2018
http://samulczyk.pl