samulczyk ← Panaracer Gravelking - pierwsze wrażenia

Panaracer Gravelking - pierwsze wrażenia


Rozczarowany doświadczeniami z Challenge Stada Pro, nie zamierzałem kontynuować tego związku. Na moich kołach zagościło nowe - Panaracer Gravelking. Szosowa wersja, legendarnej podobno, opony na szutry.

O moim wyborze pisałem już przy okazji recenzji nieszczęsnych Challenge. Może trochę wstyd się przyznać, ale co mi tam. Opony do roweru kupuję trochę oczami i muszą wyglądać dobrze. A powszechnie wiadomo, że do czarnego roweru z czarną owijką i czarnymi kołami, najbardziej pasują opony z beżowym bokiem.

Opony zamontowałem na kołach już jakiś czas temu, ale dopiero niedawno nadażyła się doskonała okazja, żeby sprawdzić je po raz pierwszy.

Jedziemy!

Już miałem szykować do wyjścia przełaj, ale spojrzałem za okno i decyzja zapadła - dzisiaj w końcu jest dzień na szosę. Pogoda była doskonała. Świecące za oknem słońce pięknie wysuszyło drogi. Nic, tylko korzystać.

Najpierw szybka akcja z przełożeniem kasety na, a później już tylko formalność - zamontować wyjściowe koła w rowerze. Byłem bardzo zadowolony z tego co widzę.

Złoty łańcuch? Jest. Nowa kaseta? Jest. Nowe opony? Są. Kiedy już upewniłem się wszystkie czujniki mają dobre baterie (nie wiem jak można żyć bez tych wszystkich wykresów) i że rower dobrze wygląda na zdjęciach, czas było sprawdzić jak się na nim jedzie.

Lekko i przyjemnie

Taka miała być moja przejażdżka na przełaju. Przez kilka miesięcy doszedłem jednak do jako takiej formy i zapomniałem jak lekki i zwinny jest ten rower.

Postanowiłem zrobić moją tradycyjną letnio-poranną pętlę treningową. Jak tylko wpadłem na te zbyt dobrze znane mi segmenty, zaczęło się. Rwane tempo, spokojnie na płaskim, duszenie na hopkach. To nic, że raz tętno latało pod sufit, raz leżało na podłodze. To nic, że zrobiło mi się gorąco w pogodzie, w której było to po prostu głupie i nierozważne. Jazda na szosie sprawiała mi taką radość, że kompletnie zapomniałem o zdrowym rozsądku. W głowie była tylko jedna myśl - średnia nie spada poniżej 30km/h.

Jaki w tę radość był wkład nowych opon? Po pierwsze, mimo brudnych, powysadzanych korzeniami i zasypanymi piachem i małymi kamykami asfaltów, nie złapałem kapcia. Wiem, że to nowe opony, ale ku mojej uciesze po zakończonej jeździe, nie było na nowej oponie nawet śladu, małego choćby, nacięcia. Na szczęście zapasowa dętka nie przydała się.

Nowe opony fajnie się toczyły i jechało się bardzo komfortowo, poza momentami z kostką brukową. Zapomniałem jak mocno schudłem i za mocno napompowałem opony. Ten błąd już się nie powtórzy. Za to przyczepność na zakrętach była fantastyczna i było po prostu przyjemnie.

Wady? Jakie wady...

Oczywiście trudno oceniać jakikolwiek produkt po jednym dniu użytkowania. Mam jednak przeczucie, że tym razem wybrałem dobrze. Opony wydają się solidnie wykonane i odporne, a wyglądają po prostu świetnie.

Znalazłem tylko jeden mały minus. Jadąc przez lekko zaniedbane nawierzchnie co jakiś czas słyszałem takie cichutkie cykanie. Na początku zastanawiałem się, czy to nie łańcuch albo kaseta (wymieniałem w końcu i jedno i drugie, oraz hak i linkę tylnej przerzutki).

Powód był jednak banalny i nie związany z samym rowerem. Okazało się, że mieszanka gumy, z której wykonana jest opona jest tak lepka, że gdy tylko na nawierzchni pojawiał się piasek i małe kamyczki, rzucało nimi w ramę roweru. Nie jest to jednak coś z czym nie da się żyć.

Mam nadzieję, że nowe opony będą służyły mi bezawaryjnie przez cały sezon i radość z jazdy będzie trwała jak najdłużej.

Opublikowano 4 miesiące temu. Tagi: , , , , , .

Sebastian Samulczyk © 2020
http://samulczyk.pl