Accent Furious - mój nowy osiołek


Osiołek - taką pieszczotliwą nazwę otrzymał ode mnie pierwszy rower do zastosowań ogólnych - zarówno do wożenia mojego siedzenia do pracy, jak i wyskoczenia na krótką przejażdżkę do lasu. Stary osiołek poszedł pod młotek, a jego miejsce zajął nowy.

Poprzednik, Giant TCX był rowerem typowo przełajowym i do tego dość staromodnym. Jego „nieaktualność” przejawiała się tym, że wyposażony był w hamulce typu cantilever, a rama przystosowana była do niedzisiejszo wąskich opon. Nowa konstrukcja, choć wciąż daleko jej do topowego sprzętu (bo oszczędzałem gdzie się dało) jest tych wad pozbawiona. Warto nadmienić, że nie kupiłem gotowego roweru.

Radość z #newbikeday spotęgowałem sobie składając rower z części. Wiedz, że w głowie kolarza dzieje się coś dziwnego, kiedy widzi taki obrazek.

Większość części dotarła do mnie w ciągu jednego tygodnia, więc nie musiałem czekać długo i mogłem oddać się wspaniałej przyjemności składania roweru.

Bazą do budowy był zestaw Accent Furious w rozmiarze L.

Cechy charakterystyczne - suport wkręcany BSA (najprostszy w montażu i serwisowaniu), wewnętrzne prowadzenie linek w dolnej rurze i karbonowy widelec przedni z aluminiową rurą sterową. Rama z widelcem waży tonę (2,8kg), ale nie oszukujmy się - to ma być rower do wszystkiego i na każde warunki, a nie super lekka maszyna o wartości średniej klasy samochodu.

Praktycznie cały osprzęt pochodzi ze stajni Shimano, który dobrze znam i jestem z niego zadowolony, choć nie obyło się bez wątpliwości i trzech dziwnych kombinacji, o których za moment.

Mamy więc sztycę, obejmę sztycy, mostek (przeznaczony do XC) od firmy Pro, która jest marką Shimano. Rower ma dziesięć przełożeń z tyłu, za sprawą przerzutki GRX 400 z długim wózkiem i kasety Shimano o zakresie 11-42, które obsłguje prawa manetka Tiagra 4700. Lewa manetka jest również obecna, ale z racji tego, że zrezygnowałem z przedniej przerzutki nie robi nic poza hamowaniem.

Najtańsze koła dostępne na Allegro lekko mnie przerażały (zwłaszcza swoją wagą), więc postawiłem na systemowe koła 650b - Mavic Crossride w połączeniu z oponami Continental Race King 2”. W czasie ich zakładania na obręcze tradycyjnie już plułem sobie w brodę, bo Continental na obręczne Mavica pasują jak pięść do nosa. Trudno, będę musiał z tym żyć.

A teraz przejdźmy do tych trzech rzeczy, które w moich kategoriach zaliczam do dziwnych, a jednak zdecydowałem się na taki, a nie inny krok.

Pierwsza z nich to korba. Standardowo, większość rowerów typu gravel wyposażona jest w korbę dedykowaną tejże kategorii. Jednak ustaliliśmy już wcześniej, że ten mój do żadnych wyczynowców zaliczać się nie będzie i zdecydowałem, że wyposażę go w korbę rodem z rowerów górskich.

Jedno przełożenie. Od Shimano. Jeszcze do niedawna trzeba było kombinować, kupując oddzielnie korbę, a potem kompatybilną zębatkę, a tu proszę. Japońska firma sprawiła mi jednak niespodziankę i w końcu wypuściła na rynek zapowiadaną od chyba roku nową serię - Deore M5100 z jedną zębatką 32T i zębami narrow-wide.

Drugą moją fanaberią są zaciski hamulców. Te oczywiście są tarczowe, ale zdecydowałem, że nie chcę bawić się w wersję hydrauliczną. Postawiłem więc na hamulce mało znanej firmy TRP, Spyre.

Działają one podobnie do innych dostępnych na rynku mechanicznych modeli, z tym wyjątkiem, że linka ciągnie za dźwignię uruchamiającą dwa hydrauliczne tłoczki. Dzięki temu tarcza jest „łapana” przez klocki równomiernie z obu stron. Inne hamulce mechaniczne mają jedną stronę nieruchomą, co sprawia, że hamowanie jest dalekie od ideału i potrafi wyginać tarcze.

Całość dopełnia kierownica z bardzo nietypowym, ale już coraz częściej wybieranym gięciem, mającym poprawiać komfort i bezpieczeństwo jazdy na wątpliwym terenie.

Długo nie mogłem podjąć decyzji, ale w końcu w sukurs przyszła mi firma Ritchey, z pokazanym w czerwcu 2020 modelem Comp Beacon. Przekonała mnie kombinacja, której szukałem - płaski chwyt górny i duże rozgięcie.

Przy składaniu obyło się bez większych problemów. Okazało się jednak, że przerzutka GRX 400, wbrew temu co ”mówią internety”, średnio radzi sobie z rozmiarem zamontowanej kasety. Zaopatrzyłem się więc w przedłużkę haka - roadlink i problem zniknął.

Rower prezentuje się całkiem ciekawie i jednocześnie jest użyteczny, powiększając jeszcze bardziej różnicę między moją szosą, a rowerem do wszystkiego. Opony 2”, wygodne przełożenia pozwalające wjechać praktycznie wszędzie, uniwersalna rama z oczkami pod błotniki (nie, żebym je montował) i bagażnik i oczywiście hamulce tarczowe sprawiają, że na pewno nie będę rozczarowany. Na koniec zostawiam Was z galerią.

Opublikowano 4 tygodnie temu. Tagi: , , , , , , .

Sebastian Samulczyk © 2020
https://samulczyk.pl