Oczyszczacze powietrza, czyli albo ładnie, albo funkcjonalnie...


Powietrze w mieście jest kiepskie, ale gdy tylko rozpoczyna się sezon grzewczy, sytuacja staje się jeszcze gorsza. Nad dachami, z kominów kamienic zaczyna unosić się dym w każdym odcieniu szarości i oddycha się coraz gorzej. 

Postanowiliśmy więc zaopatrzyć się w oczyszczacz powietrza, bo coraz powszechniejsze u nas w domu stały się problemy z górnymi drogami oddechowymi, zwłaszcza u dzieci. Produktów na rynku jest ogrom, wybór okazał się zatem wyjątkowo trudny. Dodatkowo, ja przymierzałem się do zakupu głównie oczami, bo przecież nie da się tak dużego urządzenia schować pod dywan, Kasia natomiast wykazała podejście dużo bardziej praktyczne, analizując recenzje, zbierając opinie i ważąc stosunek jakości i funkcjonalności do ceny. Wygląd schodził u niej na drugi plan. Dodać należy analizy zakupowe były bardzo rozległe. Braliśmy pod uwagę również popularne modeli firmy Sharp, Dalkin i Panasonic. Kiedy więc blokada maszyny losującej została zwolniona, wylosowane zostały następujące urządzenia.

Ten szary, o pięknej bryle o podstawie pięciokąta i stylowymi uchwytami do przenoszenia to Electrolux Pure A9. Ten biały, w kształcie typowym dla nudnego oczyszczacza powietrza, to Phillips AC2729/50. Nie są to urządzenia identyczne nie tylko z wyglądu, ale również jeśli chodzi o funkcjonalność. Każde z nich posiada unikalne dla siebie możliwości.

Electrolux Pure A9

To mój faworyt. Z modeli, które przedstawiała mi Kasia, ten spodobał mi się zdecydowanie najbardziej i ten właśnie kupiliśmy. Jeśli chodzi o funkcje, to rzecz jasna przepycha powietrze przez filtr, jak na oczyszczacz przystało. Ma bardzo dużą wydajność, bo w ciągu godziny jest w stanie przefiltrować 618m3 powietrza. Jest też wyposażony w jonizator, który ma oczyszczać je z wirusów, bakterii, pleśni i innych rozwielitek i roztoczy. Potrafi również wykrywać unoszące się w powietrzu cząsteczki odpowiedzialne za zapachy. Zdecydowanie podoba mi się nie tylko jego wygląd, ale i przemyślana konstrukcja. Cała dolna część urządzenia to wlot powietrza i filtr. Oczyszczacz wciąga powietrze dookoła siebie, a nie tylko z jednego kierunku, co dużo bardziej ułatwia jego ustawienie. Na samej jego górze znaduje się skromny i elegancki panel sterowania. Można przełączać się między trybem automatycznym i ręcznym oraz sterować blokadą „antydziecięcą”. Pure A9 informuje nas wizualnie o jakości powietrza podświetleniem o odpowiednim kolorze dookoła panelu sterującego. To tyle. Cała reszta informacji i funkcji dostępna jest tylko z poziomu aplikacji na telefon, ale o tym później. Koszt zakupu wybranego przez nas modelu to około 2000zł. Koszt zintegrowanego filtra to 400zł, a producent przekonuje, że wymiana czeka nas po roku.

Philips AC2729/50

To oczyszczacz o typowym dla tego rodzaju urządzeń wyglądzie. Trudno mi powiedzieć o nim coś więcej, po prostu jest. Oprócz filtrowania powietrza, urządzenie wyposażone jest w zbiornik wody i potrafi sterować wilgotnością w pomieszczeniu. Jest też specjalny tryb dla alergików. Na jego górze, tuż obok wylotu powietrza znajduje się panel sterowania, który w zasadzie pozwala na sterowanie każdym parametrem urządzenia. Z przodu znajduje się okrągły wyświetlacz, który może pokazywać wybrany przez nas parametr powietrza, a okrągłe podświetlenie to wskaźnik wizualny jego jakości. Wszystkie funkcje, razem ze szczegółowymi statystykami dostępne są również w aplikacji. Pomijając mało porywający wygląd, nie podoba mi się jedynie to, że Philips wciąga powietrze plecami, a wydmuchuje je górą, lekko do przodu. Z tego powodu trochę trudniej jest go ustawić przez to w pokoju i odnoszę wrażenie, że jednak negatywnie wpływa to na jego zdolność cyrkulowania powietrzem. W godzinę oczyści go około 250m3. W tym przypadku skorzystaliśmy z oferowanej przez firmę Philips opcji wypożyczenia urządzenia za 95zł miesięcznie. Koszt zakupu to około 1700zł. Wymienne filtry są dwa. HEPA ma wystarczać na wystarczać na 2 lata i kosztuje 240zł, a ten z aktywnym węglem na rok za cenę 109zł. Zalecenia zaleceniami, aplikacja odlicza jednak ich żywotność od 5000 godzin do zera, a urządzenie zasygnalizuje konieczność wymiany.

Niderlandzka praktyczność vs szwedzkie wzornictwo

Oba urządzenia wyposażone są w moduł WiFi i można sterować nimi za pomocą aplikacji. W przypadku Philipsa, nie jest to konieczne, bo wszystkie jego funkcje dostępne są z poziomu panelu na urządzeniu. W przypadku Electroluksa, funkcja jonizacji powietrza jest dostępna tylko z poziomu aplikacji. W obu przypadkach aplikacje dostarczają wystarczająco dużo informacji i nie ma się do czego przyczepić. Tak to wygląda w przypadku Philipsa:

A tak w szwedzkim produkcie:

Aplikacja Philipsa jest taka jak samo urządzenie. Jest estetycznie nijaka, praktyczna i niezawodna. Urządzenie raz podłączone do sieci bezprzewodowej nieprzerwanie raportuje stan powietrza. O aplikacji Electroluksa nie można już powiedzieć tego samego. Dodatkowo, oczekiwania obniżają już same jej recenzje. Chociaż urządzenie działa, to miewa problemy z zaraportowaniem pomiarów do serwera i zdarza się dość często, że urządzenie pokazuje się w aplikacji jako niedostępne. Na dłuższą metę przestaliśmy jednak zwracać na to kompletnie uwagę, a sam do końca nie jestem przekonany, czy w naszym gospodarstwie domowym nie ma za dużo urządzeń bezprzewodowych, jak na możliwości naszego routera, więc nie chcę ferować pochopnych wyroków.

Oba urządzenia udało mi się również dodać do mostka Homebridge, żeby mieć na nie podgląd w systemie smart home Apple. Wtyczki (Electrolux, Philips) nie są jednak tworzone przez producentów urządzeń więc i z jakością bywa różnie. Philips działa fajnie w standardowej aplikacji Home, ale daje mniejsze możliwości. Electrolux w Home nie daje praktycznie żadnych możliwości, ale już w Eve od Elgato dostępne są wszystkie informacje.

Oba oczyszczacze są na swój sposób fajne. Szwedzki Electrolux jest urządzeniem dużo większym i bardziej w moim mniemaniu eleganckim. Fakt, że wciąga powietrze z każdej strony sprawia, że jest bardziej uniwersalny. Jest też dużo cichszy i potrzebuje mniej czasu, żeby doprowadzić domową atmosferę do dobrego stanu i wydaje się odrobinę mniej wrażliwy na to co dzieje się w domu. Być może jest to kwestia dobranych inaczej do jego dużej wydajności algorytmów. Trochę tylko żal kiepskiej aplikacji na telefon, ale da się jakoś z nią żyć. Philips z kolei, jest urządzeniem, które lepiej działa niż wygląda, choć wydaje się nieco zbyt wrażliwe i potrafi nawet zareagować na ruch powietrza wywołany strzepnięciem kołdry czy ruchem powietrza wywołanym włączenia grzejnika. Oba sprawdzają się na swój sposób dobrze i jeśli wierzyć czujnikom w nie wbudowanym, jakość powietrza w naszym domu poprawiła się znacząco, zniknęła wynikająca z częstego ogrzewania mieszkania duchota. Nie bez znaczenia jest również to, że mocno spadła wysoka u nas wilgotność powietrza. I tylko te ceny... 

Opublikowano 4 miesiące temu. Tagi: , , , , , , .

Sebastian Samulczyk © 2020
https://samulczyk.pl