Tradycyjny wpis o tym, że dawno nic nie pisałem...

8 years ago by Sebastian

- - - -

Co jakiś czas na tym blogu pojawia się wpis, w którym podsumowuję co działo się u mnie i wyjaśniam, dlaczego dawno niczego nie napisałem. Nie zawiodę Was i tym razem. Oto kolejna reaktywacja!

Ostatni wpis pojawił się około 10 miesięcy temu i dotyczył pośrednio roweru. Dziś również będzie mniej lub bardziej rowerowo, lecz najpierw czas na kilka faktów, tak dla przypomnienia, bo może ktoś nie wie:

  • towarzyszka życia Katarzyna została żoną Katarzyną
  • w zeszłym tygodniu, po 3,5 roku zapuszczania obciąłem włosy
  • w końcu udało się naprawić moje zatoki, dzięki czemu odkrywam na nowo świat zapachów
  • podobno za tydzień zostanę ojcem ;-)

Wpis chciałem jednak poświęcić sprawom rowerowym, bo ostatnimi czasy to one pasjonują mnie najbardziej.

Po pierwsze, stary, wysłużony Motobecane Super Mirage, urodzony w roku 1979 przeszedł na rentę. Biedak w ostatni dzień swojej służby został dość ostro poturbowany, czego efektem była wybitna ósemka na tylnim kole.

img_5626

Niestety, podczas oględzin w domu zauważyłem, że pęka główka ramy (stawiam na zmęczenie materiału, w końcu to stal). Motobecane wisi więc na ścianie i czeka na lepsze czasy, a dokładniej gruntowne mycie i smarowanie, by móc wreszcie zawisnąć na ścianie na dobre.

No ale na czymś trzeba jeździć, prawda? Z zamiarem zakupu nowego bicykla nosiłem się od dłuższego czasu, aż w końcu nie miałem wyboru. Decyzja była bardzo trudna, bo niby fajnie jest mieć nowy rower, ale z drugiej strony to nie są małe pieniądze. Po długich namysłach w moim sercu (bo rower sprawdza się idealnie) zagościł niemiecki Canyon Endurace Al 6.0 w wersji czarno-czarnej. Tak oto prezentuje się w swoim naturalnym środowisku, w okolicach Jeziora Bodeńskiego, w kraju cebulą i miodem płynącym - Szwajcarii.

Version 2

Jest w miarę lekki, bo waży 8,1kg, co jak na rower za niezbyt wygórowaną cenę jest wynikiem niezłym. Stosunek jakości do ceny był w moim przypadku jednym z ważniejszych kryteriów. Canyon oferował rower wyposażony w pełną grupę Shimano 105, która jest dużo lepsza niż podstawowy sprzęt i niewiele odstaje od tego bardziej profesjonalnego. Najważniejsze jest jednak to, że jeździ mi się na nim dobrze. Mimo tego, że przyjechał do mnie mniej więcej w połowie sierpnia i po dość sporej przerwie spowodowanej operacją zatok i brakiem sprawnego roweru, pokonał ze mną już blisko 2000km i na pewno czeka go dużo więcej.

Jednocześnie udało mi się osiągnąć cel, który założyłem sobie na początku sezonu. Już w poprzednim roku zamierzałem przejechać łącznie 5000km, ale pokonały mnie liczne choróbska i bakterie. W tym, mimo, że nie uciekłem przed drobnymi infekcjami, postanowiłem jeździć cały rok, czego efektem jest wykonanie tego celu na 2 miesiące przed końcem roku. Jak to mówią: „teraz już nic nie muszę“.

To na razie tyle. W kolejce do opisania jest mnóstwo tematów, między innymi nasz wyjazd do Wietnamu, wycieczka do Szwajcarii i Włoch, czy też zawody rowerowe, w których miałem przyjemność brać udział. Mam nadzieję, że następnym wpisem nie będzie kolejny z cyklu „dawno mnie tu nie było“. Tymczasem widzimy się standardowo na Facebooku!

 

Comments

The comment section is currently empty.

Share your thoughts...

Your email address will not be published. Required fields are marked *



Designed by accident by Sebastian Samulczyk © 2023