Latka lecą, człowiek się starzeje i oczekuje się od niego innych rzeczy. Praca, rachunki i inne obowiązki wyrywają nas w końcu z dzieciństwa i wpędzają w różne mniej lub bardziej ciekawe role społeczne. Zarabiamy na siebie, podejmujemy poważne zobowiązania. Ale nie zawsze tak było. Czasami z utęsknieniem wracam myślami do czasów, kiedy moim jedynym zmartwieniem było… No, nie było zmartwień. Chodziłem do szkoły, grałem w piłkę pół dnia i do snu byłem zmuszany.
Category: general
-
-
3D w telefonie? Owszem, można. Tylko po co…
Nikt chyba nie ma wątpliwości, że rynek urządzeń mobilnych rozwija się bardzo szybko. Można nawet stwierdzić, że zwykłe telefony schodzą do podziemia. O, taka moda. Smartfony posiadają wiele ciekawych i przydatnych rozwiązań. Ekran dotykowy daje większą wygodę w poruszaniu się po menu, obsługa jest bardziej naturalna i ergonomiczna. Telefony przejmują również funkcje małego przenośnego komputera z dostępem do internetu, poczty, itp. Niestety, bardzo często są to telefony nijakie, niedopracowane i tak właściwie to ludziom niepotrzebne, operatorzy wciskają teraz wszystkim multimedialne potworki z dostępem do portali społecznościowych.
Tutaj zaczynamy powoli docierać do granic absurdu. Rozumiem coraz szybsze procesory, rozumiem więcej pamięci, rozumiem większy ekran. Pracuje się wtedy po prostu lepiej. Na znośnym, nowym telefonie można zrobić bardzo dużo. iOS, Android, Windows Phone 7 – wszystko to pozwala na wygodne korzystanie z telefonu prawie jak z komputera. I ma to jakiś tam swój cel, niektórym jest to bardziej potrzebne, innym mniej, ale jednak.
Nie rozumiem natomiast dlaczego pojawiają się na rynku tak bezużyteczne pierdoły jak ekrany 3D o przekątnej 4″. Przekraczam właśnie granicę absurdu i aż mam ochotę krzyczeć:
QUO VADIS, TELEFONIE?!
Przede wszystkim pamiętać trzeba, że to tylko telefon. Owszem, dzięki rozwojowi techniki można zrobić na nim trochę więcej. I wystarczy. Ekrany 3D działają na dość prostej zasadzie, oszukując mózg i zmuszając oczy, żeby każde patrzyło trochę w innym kierunku niż normalnie. Nie wiem jak tam u Was, ale mnie po 1,5h godziny filmu w 3D boli głowa i łazawią mi oczy. Dodatkowo od tych durnych okularów z kina bolą mnie uszy. Gdybym miał tak wpatrywać się w malutki, 4″ ekranik kilka godzin dziennie (a sumując – pewnie by trochę tego wyszło) miałbym piękną wadę wzroku.
Dla mnie jedynym wytłumaczeniem takiego posunięcia jest kiepska pozycja na rynku telefonów takich firm jak Sharp, LG. Słabo sobie radzą, mają problem z przyciągnięciem klienta więc wydają na świat zwykły, szkaradnie jak zwykle wykonany telefon, ale z 3D. Głośno o nim krzyczą, płacą za reklamy, a ciołki kupują. Bo przecież skoro jest 3D to musi być dobry. Jedyna korzyść jest chyba taka, że jak zrobię takim telefonem zdjęcie koledze z wielkim nosem to ten wielki nos zaatakuje mnie z maluteńkiego ekranu 3D z większym impetem.
Trochę innym przypadkiem jest dla mnie Samsung. Firma ta już od dawna psuje według mnie rynek, zalewając go masą telefonów z Androidem, które są sprzętowo na niego za słabe (żeby nie było – robią też telefony niezłe). Teoretycznie rośnie sprzedaż smartfonów, ale te w rzeczywistości nie nadają się do niczego więcej jak dzwonienia, a czasem i to idzie im słabo. Samsung produkuje nowe modele jakby strzelał z karabinu maszynowego. Strzela sporo, na oślep – a nuż coś trafi.
Nokię celowo pomijam bo jak dla mnie zatrzymała się jakieś 4-5 lat temu. Dzisiaj Przemek na SpidersWeb popełnił tekst o tym jak Nokia powoli schodzi na psy. Nadal robią świetne zwykłe telefony, które niestety są coraz mniej chciane. Czekam na ich zabawki z Windows Phone 7. Tylko czy dadzą radę do tego czasu wytrzymać?
Możecie śmiać się z Apple, ale po nowym iPhone nie spodziewam się ekranu 3D i kamer stereoskopowych. Telefon tej firmy nie przechodzi rewolucji, idea iPhone’a została nakreślona raz i od tego czasu jest z uporem maniaka realizowana. Brawo Apple. Bo niektórzy już chyba zapomnieli co chcą produkować.
-

“sport tracker” w minimalistycznym stylu
Moje postanowienie biegania jest dość silne. Trudno było mi zacząć ale teraz są postępy. Wczoraj poszedłem biegać z kolegą i zmotywowałem się do pokonania dystansu 5km. Nie jest to może super dużo ale biorąc pod uwagę, że ostatnimi czasy biegałem rzadko i tylko 3km mogło być ciężko. I było. Sił starczyło na moje ulubione 3km i całe szczęście, że biegłem z kolegą – Markiem. Obecność drugiej osoby jednak mocno motywuje i gdyby nie towarzystwo pewnie bym się poddał!
Przy okazji tego biegu postanowiłem przetestować kolejny program typu “sport tracker”, czyli zapisującego przebieg aktywności fizycznych, a dokładniej biegu. Aplikacją tą jest Endomondo, o której dowiedziałem się od człowieka poznanego w pracy. Powiedział, że na Blackberry jest taki fajny program do biegania. I co, że na Blackberry! Na iPhone też jest i stwierdziłem, że muszę go koniecznie przetestować i porównać z moim ulubieńcem – Runkeeper.
-
Sport Tracker vs. Runkeeper vs. Nike+ GPS
W tym miesiącu w związku z wyjazdem Kasi obiecałem sobie, że będę biegać. Zaplanowałem sobie w kalendarzu aż 15 wydarzeń o tytule “bieganie”, jednak dopiero dzisiaj udało mi się zacząć realizować moje postanowienie. Dodatkową motywacją (i w sumie dlatego robię ten wpis) był test nowego programu do biegania dla iPhone’a (wspominał o nim MacKozer na swoim blogu) – Sport Tracker. Program znałem już z opowieści użytkowników Nokii, ale nie miałem nigdy okazji się nim pobawić. Teraz okazja jest wręcz idealna bo pojawił się na telefon, który sam posiadam. Testowałem już poprzednio dwa tego typu programy (Runkeeper i Nike+ GPS) i dzisiaj do tego zestawienia zamierzam dodać właśne Sport Tracker. Uzbrojony w mój standardowy sprzęt biegacza – iPhone 4 i słuchawki AKG K316 (podkreślę to kolejny raz – idealne do biegania), muzykę zespołów Nine Inch Nails i Audioslave ruszyłem w moją standardową trasę dla początkujących amatorów:
-
Minimalizacja kosztów
W związku z tym, że moja luba wyjechała za granicę – trudno jest utrzymać stały kontakt. Trudność ta polega na tym, że ona nie ma tam dostępu do internetu. Gdyby nie to – byłoby relatywnie dobrze. Niestety, trzeba sobie radzić inaczej. Pozostał więc tylko telefon.
Stawki w r0amingu w Orange są straszne. Koszt minuty połączenia na telefon we francuskim Orange to 3zł za minutę. Cholernie się nie opłaca. Można obniżyć koszt takiego połączenia usługą wybrany kraj, która obniża cenę do 1,30zł za minutę. Jest już trochę lepiej. Mogę też dzwonić na numer polski, jednak wtedy płacę ja, jak za połączenie w Polsce i ona, z tego co wiem 1zł za każdą minutę odebranego połączenia. Do tego dopuścić jednak nie chcę.
-

Одесса
Dlaczego Ukraina – takie pytanie najczęściej słyszę od osób, z którymi rozmawiam o moim ostatnim wypadzie za miasto. Przyczyna była prosta – Kasia, mistrzyni wyszukiwania okazji znalazła ofertę first minute i przelot LOTem mieliśmy łącznie o 1000zł taniej niż w normalnej ofercie. Zadecydowały też względy turystyczne. Taka okazja cenowa może się nie powtórzyć i na pewno nie jest to miejsce, gdzie jak na zawołanie latają Ryan Air i Wizz Air.
Pominęliśmy zupełnie fakt, że nie znamy ukraińskiego, albo chociaż rosyjskiego (no dobra, umiem czytać cyrylicę), zaopatrzyliśmy w aktualny (aha…) plan Odessy, przewodnik po Krymie (jakże praktycznie:-), spakowaliśmy walizkę i ruszyliśmy w trasę.
Lot trwał niecałe dwie godziny i przebiegł bez problemów, tak więc dość szybko mogliśmy się cieszyć klimatem czarnomorskiej osady. Słońce bardzo przyjemnie grzało, a my po znalezieniu najbliższego przystanku komunikacji miejskiej udaliśmy się do centrum na piechotę. Oto dlaczego.
-

Intrygi, morderstwa i seks w Watykanie…
Amerykańska stacja telewizyjna Showtime ma zdolność do produkowania niezłych seriali. Rome, The Mentalist, The Tudors – to moje ulubione seriale. Niedawno amerykanie wydali nową serię, rzucając nas ponownie (jak w The Tudors) w okres Renesansu.
-

Garageband – grać (prawie) każdy może…
Steve Jobs po prezentacji nowego programu dla iPada – Garageband powiedział tak: I’m blown away with this stuff. (…) Anyone can make music now. Czy aby na pewno? Well, yes and no, Mr. Jobs…
Garageband to program znany już z komputerów Mac. Służy do amatorskiego montażu dźwięku (przynajmniej dla mnie). Można nagrać instrumenty, trochę nad nagraniem popracować i stworzyć w zasadzie bez studia coś co brzmi w miarę przyzwoicie. Garageband dla iPada to program trochę inny. Owszem, nadal można do niego podłączyć instrument (wymaga to jednak dodatkowego sprzętu). Na iPadzie położono jednak nacisk na coś innego. Mamy cały zestaw wirtualnych instrumentów, które obsługujemy dotykając ekran. Dzielą się one na 2 kategorie.
-

Trochę o pewnym Jakubie…
Jakub Wędrowycz – kto nie zna, niech żałuje. Egzorcysta-amator, bimbrownik, kłusownik (poluje za pomocą linki hamulcowej). Starzec z wioski Stary Majdan na kresach. Ale za to jaki. Niejeden młody miałby w starciu z nim przesrane. Pełen wigoru dziadek przeżywa tak niesamowite przygody, że jedyne co można zrobić po lekturze (a i w trakcie też) to kulać się po podłodze ze śmiechu. Niby akcja dzieje się w czasach (powiedzmy) współczesnych, a tu UFO pod wioską, topielce uszkadzające bimbrociąg, bimber pędzony w silosie po zbożu, Lenin powstający z grobu, rzucanie uroków wypędzanie duchów i inne cuda.
A to wszystko wymyślił Andrzej Pilipiuk, z wykształcenia archeolog. Wygląda trochę jakby był synem Wędrowycza, trochę podobny kształt twarzy jak u starca z ilustracji. Tylko młodszy i z brodą. Tak przynajmniej wyszedł na zdjęciu z książki. Na tylnej okładce widnieje napis:
-

Krótki podręcznik przekraczania granic
Temat dość nowy na mojej stronie, bo od razu powinienem zaznaczyć, że nie jestem czytelnikiem. Owszem, zdarza mi się chwycić za książkę. Może nie za często, ale jednak. Z reguły sięgam jednak po utwory dość łatwe, przy których nie muszę zbyt wiele pomyśleć. W moim “repertuarze” z reguły pojawiał się Pratchett, ostatnio Pilipiuk. O podręczniku Final Cut Pro nie ma sensu raczej wspominać. Teraz dostałem w swoje ręce 2 książki. Pierwsza to Millenium Stiega Larssona (o niej będzie innym razem bo męczę się z nią niemiłosiernie), a druga – właśnie Krótki podręcznik przekraczania granic autorstwa Gazmenda Kapllaniego.

