• 28

    28


    Dzisiaj będzie o dwóch sprawach. Po pierwsze i w sumie najważniejsze – 17 stycznia 1984 roku miał w Poznaniu miejsce mały kataklizm. Drąc się w niebogłosy przyszedłem na świat około godziny 17, chyba w szpitalu przy ulicy Polnej. Od tego czasu egzystuję sobie w naszym pięknym kraju raz lepiej, raz gorzej.

    W tym roku skończyłem lat 28. Dobrze czy źle? Sam nie wiem. Nigdy specjalnie nie zwracałem na to uwagi. Nie czuję się staro, nie mam żadnego dziwnego wrażenia, że coś mnie omija więc chyba nie mam na co narzekać. Żyję przez większość czasu tak jak chcę, mam pracę, która mi się bardzo podoba…

  • Kulinarnie

    Kulinarnie


    Dzisiaj jak na mnie – nietypowo. Nie za często biorę się za gotowanie bo mi to po prostu nie wychodzi. Dzisiaj jednak zostałem o to poproszony i musiałem się wysilić. Nie aż tak bardzo, bo przepis miałem przed nosem. Po francusku. Ale od czego jest Google Translate?

    Danie: pates au saumon et aux legumes (makaron z łososiem i warzywami)

  • MPK i miasto know how…

    MPK i miasto know how…


    Dzisiaj, w związku z tym, że akurat nie czuję się najlepiej, postanowiłem powylewać swoje żale publicznie na blogu. Ja rozumiem, że Euro, że Unia Europejska dała pieniądze. Rozumiem remonty i to, że trzeba je zrobić, nawet jeśli mają miejsce wszystkie na raz i paraliżują miasto.

    Postanowiłem ponarzekać na coś innego. Jeździcie komunikacją miejską? Fantastycznie, ja też. Wszystko jest ok jeśli mam bilet. Zawsze kupuję bilet miesięczny i robię to pierwszego dnia nowego miesiąca.

    Rewelacyjną wiadomością było jakiś już czas temu pojawienie się biletomatów w strategicznych punktach miasta. Wreszcie można kupić bilety i doładować komkartę bez większych kolejek, praktycznie wszędzie. Oczywiście okazuje się już nie pierwszy raz, że to tylko pobożne życzenia.

  • Gobliiins!

    Gobliiins!


    Latka lecą, człowiek się starzeje i oczekuje się od niego innych rzeczy. Praca, rachunki i inne obowiązki wyrywają nas w końcu z dzieciństwa i wpędzają w różne mniej lub bardziej ciekawe role społeczne. Zarabiamy na siebie, podejmujemy poważne zobowiązania. Ale nie zawsze tak było. Czasami z utęsknieniem wracam myślami do czasów, kiedy moim jedynym zmartwieniem było… No, nie było zmartwień. Chodziłem do szkoły, grałem w piłkę pół dnia i do snu byłem zmuszany.

  • 3D w telefonie? Owszem, można. Tylko po co…


    Nikt chyba nie ma wątpliwości, że rynek urządzeń mobilnych rozwija się bardzo szybko. Można nawet stwierdzić, że zwykłe telefony schodzą do podziemia. O, taka moda. Smartfony posiadają wiele ciekawych i przydatnych rozwiązań. Ekran dotykowy daje większą wygodę w poruszaniu się po menu, obsługa jest bardziej naturalna i ergonomiczna. Telefony przejmują również funkcje małego przenośnego komputera z dostępem do internetu, poczty, itp. Niestety, bardzo często są to telefony nijakie, niedopracowane i tak właściwie to ludziom niepotrzebne, operatorzy wciskają teraz wszystkim multimedialne potworki z dostępem do portali społecznościowych.

    Tutaj zaczynamy powoli docierać do granic absurdu. Rozumiem coraz szybsze procesory, rozumiem więcej pamięci, rozumiem większy ekran. Pracuje się wtedy po prostu lepiej. Na znośnym, nowym telefonie można zrobić bardzo dużo. iOS, Android, Windows Phone 7 – wszystko to pozwala na wygodne korzystanie z telefonu prawie jak z komputera. I ma to jakiś tam swój cel, niektórym jest to bardziej potrzebne, innym mniej, ale jednak.

    Nie rozumiem natomiast dlaczego pojawiają się na rynku tak bezużyteczne pierdoły jak ekrany 3D o przekątnej 4″. Przekraczam właśnie granicę absurdu i aż mam ochotę krzyczeć:

    QUO VADIS, TELEFONIE?!

    Przede wszystkim pamiętać trzeba, że to tylko telefon. Owszem, dzięki rozwojowi techniki można zrobić na nim trochę więcej. I wystarczy. Ekrany 3D działają na dość prostej zasadzie, oszukując mózg i zmuszając oczy, żeby każde patrzyło trochę w innym kierunku niż normalnie. Nie wiem jak tam u Was, ale mnie po 1,5h godziny filmu w 3D boli głowa i łazawią mi oczy. Dodatkowo od tych durnych okularów z kina bolą mnie uszy. Gdybym miał tak wpatrywać się w malutki, 4″ ekranik kilka godzin dziennie (a sumując – pewnie by trochę tego wyszło) miałbym piękną wadę wzroku.

    Dla mnie jedynym wytłumaczeniem takiego posunięcia jest kiepska pozycja na rynku telefonów takich firm jak Sharp, LG. Słabo sobie radzą, mają problem z przyciągnięciem klienta więc wydają na świat zwykły, szkaradnie jak zwykle wykonany telefon, ale z 3D. Głośno o nim krzyczą, płacą za reklamy, a ciołki kupują. Bo przecież skoro jest 3D to musi być dobry. Jedyna korzyść jest chyba taka, że jak zrobię takim telefonem zdjęcie koledze z wielkim nosem to ten wielki nos zaatakuje mnie z maluteńkiego ekranu 3D z większym impetem.

    Trochę innym przypadkiem jest dla mnie Samsung. Firma ta już od dawna psuje według mnie rynek, zalewając go masą telefonów z Androidem, które są sprzętowo na niego za słabe (żeby nie było – robią też telefony niezłe). Teoretycznie rośnie sprzedaż smartfonów, ale te w rzeczywistości nie nadają się do niczego więcej jak dzwonienia, a czasem i to idzie im słabo. Samsung produkuje nowe modele jakby strzelał z karabinu maszynowego. Strzela sporo, na oślep – a nuż coś trafi.

    Nokię celowo pomijam bo jak dla mnie zatrzymała się jakieś 4-5 lat temu. Dzisiaj Przemek na SpidersWeb popełnił tekst o tym jak Nokia powoli schodzi na psy. Nadal robią świetne zwykłe telefony, które niestety są coraz mniej chciane. Czekam na ich zabawki z Windows Phone 7. Tylko czy dadzą radę do tego czasu wytrzymać?

    Możecie śmiać się z Apple, ale po nowym iPhone nie spodziewam się ekranu 3D i kamer stereoskopowych. Telefon tej firmy nie przechodzi rewolucji, idea iPhone’a została nakreślona raz i od tego czasu jest z uporem maniaka realizowana. Brawo Apple. Bo niektórzy już chyba zapomnieli co chcą produkować.

  • “sport tracker” w minimalistycznym stylu

    “sport tracker” w minimalistycznym stylu


    Moje postanowienie biegania jest dość silne. Trudno było mi zacząć ale teraz są postępy. Wczoraj poszedłem biegać z kolegą i zmotywowałem się do pokonania dystansu 5km. Nie jest to może super dużo ale biorąc pod uwagę, że ostatnimi czasy biegałem rzadko i tylko 3km mogło być ciężko. I było. Sił starczyło na moje ulubione 3km i całe szczęście, że biegłem z kolegą – Markiem. Obecność drugiej osoby jednak mocno motywuje i gdyby nie towarzystwo pewnie bym się poddał!

    Przy okazji tego biegu postanowiłem przetestować kolejny program typu “sport tracker”, czyli zapisującego przebieg aktywności fizycznych, a dokładniej biegu. Aplikacją tą jest Endomondo, o której dowiedziałem się od człowieka poznanego w pracy. Powiedział, że na Blackberry jest taki fajny program do biegania. I co, że na Blackberry! Na iPhone też jest i stwierdziłem, że muszę go koniecznie przetestować i porównać z moim ulubieńcem – Runkeeper.

  • Sport Tracker vs. Runkeeper vs. Nike+ GPS


    W tym miesiącu w związku z wyjazdem Kasi obiecałem sobie, że będę biegać. Zaplanowałem sobie w kalendarzu aż 15 wydarzeń o tytule “bieganie”, jednak dopiero dzisiaj udało mi się zacząć realizować moje postanowienie. Dodatkową motywacją (i w sumie dlatego robię ten wpis) był test nowego programu do biegania dla iPhone’a (wspominał o nim MacKozer na swoim blogu) – Sport Tracker. Program znałem już z opowieści użytkowników Nokii, ale nie miałem nigdy okazji się nim pobawić. Teraz okazja jest wręcz idealna bo pojawił się na telefon, który sam posiadam. Testowałem już poprzednio dwa tego typu programy (Runkeeper i Nike+ GPS) i dzisiaj do tego zestawienia zamierzam dodać właśne Sport Tracker. Uzbrojony w mój standardowy sprzęt biegacza – iPhone 4 i słuchawki AKG K316 (podkreślę to kolejny raz – idealne do biegania), muzykę zespołów Nine Inch Nails i Audioslave ruszyłem w moją standardową trasę dla początkujących amatorów:

  • Minimalizacja kosztów


    W związku z tym, że moja luba wyjechała za granicę – trudno jest utrzymać stały kontakt. Trudność ta polega na tym, że ona nie ma tam dostępu do internetu. Gdyby nie to – byłoby relatywnie dobrze. Niestety, trzeba sobie radzić inaczej. Pozostał więc tylko telefon.

    Stawki w r0amingu w Orange są straszne. Koszt minuty połączenia na telefon we francuskim Orange to 3zł za minutę. Cholernie się nie opłaca. Można obniżyć koszt takiego połączenia usługą wybrany kraj, która obniża cenę do 1,30zł za minutę. Jest już trochę lepiej. Mogę też dzwonić na numer polski, jednak wtedy płacę ja, jak za połączenie w Polsce i ona, z tego co wiem 1zł za każdą minutę odebranego połączenia. Do tego dopuścić jednak nie chcę.

  • Одесса

    Одесса


    Dlaczego Ukraina – takie pytanie najczęściej słyszę od osób, z którymi rozmawiam o moim ostatnim wypadzie za miasto. Przyczyna była prosta – Kasia, mistrzyni wyszukiwania okazji znalazła ofertę first minute i przelot LOTem mieliśmy łącznie o 1000zł taniej niż w normalnej ofercie. Zadecydowały też względy turystyczne. Taka okazja cenowa może się nie powtórzyć i na pewno nie jest to miejsce, gdzie jak na zawołanie latają Ryan Air i Wizz Air.

    Pominęliśmy zupełnie fakt, że nie znamy ukraińskiego, albo chociaż rosyjskiego (no dobra, umiem czytać cyrylicę), zaopatrzyliśmy w aktualny (aha…) plan Odessy, przewodnik po Krymie (jakże praktycznie:-), spakowaliśmy walizkę i ruszyliśmy w trasę.

    Lot trwał niecałe dwie godziny i przebiegł bez problemów, tak więc dość szybko mogliśmy się cieszyć klimatem czarnomorskiej osady. Słońce bardzo przyjemnie grzało, a my po znalezieniu najbliższego przystanku komunikacji miejskiej udaliśmy się do centrum na piechotę. Oto dlaczego.

  • Intrygi, morderstwa i seks w Watykanie…

    Intrygi, morderstwa i seks w Watykanie…


    Amerykańska stacja telewizyjna Showtime ma zdolność do produkowania niezłych seriali. Rome, The Mentalist, The Tudors – to moje ulubione seriale. Niedawno amerykanie wydali nową serię, rzucając nas ponownie (jak w The Tudors) w okres Renesansu.